Brazylijczyk: Jak śpiewać, to w BiałymstokuMonika Kosz-Koszewska 2009-12-02,Gry uczył się na skrzypcach pradziadka Polaka, a języka z naszych filmów, bo nikt w rodzinie nie rozmawia po polsku. Brazylijczyk Rogério Angoneze Jr. od 9 lat marzył o tym, aby pracować jako chórzysta Opery i Filharmonii Podlaskiej
- Jako 19-latek po raz pierwszy przyleciałem do Polski, a dokładnie do Studium Dyrygentów Chórów Polonijnych w Koszalinie. Wtedy poznałem panią Violettę Bielecką. Rok temu byłem pierwszy raz w Białymstoku, żeby śpiewać w Chórze Pokoju, który co roku prowadzi profesor Bielecka. Wtedy obserwowałem jej pracę w Operze i Filharmonii Podlaskiej i po prostu zakochałem się w wysokim poziomie muzycznym. Pomyślałem, że chcę tutaj śpiewać i pracować, to stało się moim marzeniem - opowiada 30-letni Rogério Angoneze Jr.
Brazylijczyk świetnie mówi po polsku, ale - choć ma polskie korzenie - znajomość języka zawdzięcza tylko swojej determinacji.
- Mój pierwszy kontakt z muzyką to była nauka gry na skrzypcach. Używałem instrumentu pradziadka Polaka, w domu nikt jednak nie znał już polskiego. Postanowiłem się nauczyć. Najpierw wziąłem kilka prywatnych lekcji, góra cztery. Potem znalazłem podręczniki, zamówiłem 22 filmy DVD z polskim kinem, które zresztą bardzo cenię, zacząłem poznawać ludzi przez internet. Kiedy w 2000 r. pojawiłem się w Polsce, wydawało mi się, że mówię całkiem nieźle, ale teraz wiem, że się myliłem. Od stycznia na pewno będę chciał wziąć jakieś lekcje, aby nauczyć się lepszej wymowy - przyznaje Rogério.
O etat w Białymstoku nie było łatwo. Już rok temu starał się o przyjęcie do Chóru Opery i Filharmonii Podlaskiej. Jego rodzina nie do końca była przekonana do wyjazdu, ale kiedy zdobył już pracę, domownicy uznali, że liczy się przede wszystkim szlifowanie talentu. Co ciekawe, Brazylijczyk dla pracy w Białymstoku poświęcił stypendium ministra kultury przyznane na cały okres studiów dyrygentury chóralnej na Akademii Muzycznej w Poznaniu.
- Rok temu byłem na przesłuchaniach, ale nie było dla mnie miejsca, zresztą może wtedy nie byłem jeszcze na tyle dobry. Wróciłem do Porto Alegre, stolicy południowego stanu Brazylii - Rio Grande do Sul - i przez cały rok chodziłem na zajęcia śpiewu i przygotowywałem się do kolejnego podejścia. W Brazylii skończyłem licencjat, od października rozpocząłem studia w Poznaniu ze stypendium ministra, ale kiedy dowiedziałem się, że zostałem zakwalifikowany w Białymstoku, postanowiłem zrezygnować ze stypendium, bo najważniejsza dla mnie była praca w operze. W przyszłym roku będę chciał zdawać do tutejszej uczelni muzycznej. 1 grudnia był moim pierwszym dniem pracy, nie jestem zresztą jedynym obcokrajowcem, są też dwie Białorusinki i jedna Litwinka, ale nikogo z aż tak daleka - cieszy się Angoneze.
Kontrakt na śpiew w podlaskim chórze ma roczny, ale liczy, że będzie mógł tu pozostać dłużej i może w wolnych chwilach dyrygować jakimś chórem, np. studenckim.
- W moim mieście nie było chóru zawodowego, a tutaj śpiewamy utwór Pendereckiego, który powstał zaledwie dwa miesiące temu. To niesamowite. W Brazylii znamy i cenimy polskich kompozytorów - Pendereckiego, Kilara, Góreckiego. Teraz był u nas Paweł Łukaszewski, który napisał utwór specjalnie dla naszego chóru. Dla mnie to bardzo cenne doświadczenie.
Brazylijczyk przyznaje, że nie zna jeszcze dobrze miasta, ale nie zamieniłby Białegostoku na Warszawę.
- Wynająłem mieszkanie w domu w pobliżu filharmonii. Całymi dniami ćwiczę, bo do opanowania na ten miesiąc mam kilkadziesiąt utworów, lecz na szczęście właścicielce, która mieszka obok to nie przeszkadza, a wręcz się podoba. Białystok nie jest wprawdzie jakimś wielkim miastem z piękną starówką, ale najważniejsi są ludzie. Zresztą nie zdążyłem jeszcze wszystkiego poznać - twierdzi chórzysta.
Monika Kosz-Koszewska
Link para o original:
http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,7324788,Brazylijczyk__Jak_spiewac__to_w_Bialymstoku.html